Włochy epizod pierwszy - GARDA 1

W tym roku postawiłam na Włochy…

Dlaczego? Kiedy dostajesz kopa od życia i nie możesz trenować we względów zdrowotnych, a ostatnie dwa lata byłaś skupiona na tym, by być coraz lepszą, zaczynasz się zastanawiać co z tym życiem zrobić… No jak to co!? Zacząć realizować marzenia! A gdzie można poprawić sobie humor lepiej niż w kraju pasty i wina? Włochy były moim rowerowym marzeniem od zawsze… To właśnie tam spędziłam niemal wszystkie tegoroczne wolne chwile…

ale…

Zacznę od tego, czego nie należy tam robić w sztampowy sposób… 🙂

To nie będzie chronologiczna opowieść. Zacznę od końca włoskich przygód i od tego czego we Włoszech w ogóle nie należy robić.

Nie należy przede wszystkim zamawiać kawy cappuccino, bo cappuccino TO NIE JEST KAWA. 😀 Włosi zawsze zapytają, co chcecie do picia na śniadanie: kawę, czy cappuccino. Na początku każdy jest tym pytaniem zupełnie zaskoczony. 🙂 Drugą rzeczą, której nie należy robić to objeżdżać jeziora Garda dookoła, obojętnie w którąkolwiek stronę. Moim skromnym zdaniem to jest totalny idiotyzm, chyba, że ktoś kocha samochody i jazdę w dużym ruchu. My byliśmy tam w październiku i uczciwie powiem, że październik w okolicach jeziora Garda nie oznacza: POZA SEZONEM… 😉 Chyba, że to ma być sztuka dla sztuki… 😉

Ale… 🙂

Dookoła jeziora, w górach, jest miejsce na rowerowe super przygody. Którejkolwiek drogi w górę nie wybierzecie będzie wspaniała! To tam są prawdziwe widoki i prawdziwe włoskie życie! Bez wszechogarniającego Was języka Goethego (jezioro Garda to, mam wrażenie, główny cel podróży niemieckich i austriackich turystów, wszyscy tu najpierw zagadują po niemiecku 😉 ). Co prawda w tych górach szlag Was będzie trafiał na zwykłym rowerze, bo będą Was mijać ludzie na elektrykach dość często, ale wszystko, co tam przeżyjecie zapamiętacie do końca życia.

Dużo bardziej polecam Wam wschodni brzeg tego jeziora. Jeśli chcecie przygody, to ogarnijcie Gardę bardziej na gravelu. Bynajmniej nie ze względu na brak asfaltów…. Chodzi raczej o ich jakość w niektórych miejscach… 😀 Ta „jakość” może się ciągnąć zjazdem przez kilka kilometrów z 20% spadkiem. Gorąco polecam! Przeżycia obłędne. Krater na kraterze. 😀 W razie czego dobrze Was to przygotuje do gravelowych odcinków na wielu wyścigach. 🙂

Nie zabiorę Wam przygody samodzielnego włóczenia się po tamtejszych górskich drogach, ale jednak jedną przygodę polecę Wam bardziej niż inne… To krótka trasa… Ma 34 km i startuje z Castelletto. Pętla prowadzi górskimi drogami przez Pradę. Na tych 34 km zrobicie 1100 m w górę… Krajobraz Wam się zmieni 3 razy! Minie Was może kilkanaście samochodów! W październiku będziecie rozjeżdżać rowerem jadalne kasztany! A przed Pradą zjecie wypasione jedzenie w górskim włoskim barze (Al Cacciatore Albergo Ristorante) i popijecie w symbolicznej ilości lokalną grappą. Prawdziwe dolce vita. Tu nie trafia masa ludzi… Tu są góry! 🙂

Link do tej traski: Garda – Castelletto.

Spanie… No jak to gdzie! Na kempingu, których jest tu masa. Polecam jednak te położone dalej od drogi głównej i uzbrojenie się co bardziej wrażliwych w stopery do uszu. Mam wrażenie, że te okolice nie śpią. Ze swojej strony polecam najgoręcej jedno z najfajniejszych miejsc w jakich byłam – Agricampeggio Paradiso. Obsługa to dynamit! Z naszego miejsca campingowego mieliśmy taki widok:

Na campingu pośród drzew oliwnych macie dostęp do wszystkiego, czego potrzebujecie: świeżego pieczywka, masełka i aperolka, a właściciele prowadzą także fajną restaurację w miasteczku poniżej o wdzięcznej nazwie Castelletto – Ristorante Pizzeria Olivo, gdzie dotrzecie 15 minutowym spacerem, z obłędnymi widokami po drodze. Czasem spotkacie też kota mordercę. 🙂 Uczciwie powiem, ze znalazłam to miejsce przypadkiem (w sumie pana munża też i jestem zadowolona od paru lat, więc przypadki to niezła sprawa). Urzędująca na campingu Federica to kobieta dynamit! Rano ogarnia camping (zrobi Wam pranie, spełni życzenia, ma dużą wiedzę o okolicy, którą chętnie się dzieli), wieczorem kelneruje w rodzinnej restauracji! Niesamowita dziewczyna!

Niemniej jednak Garda to czysta turystyka, czyli coś z czym lubię mieć kontakt tylko raz na jakiś czas… Czy tam wrócę? Raczej nie. To miejsce, które warto zobaczyć… ale… raz… Tyle… Włochy kocham, ale jakoś bardziej te takie włoskie, nie niemieckie. A jeśli chcecie absolutnie obłędnej jazdy wzdłuż jeziora to polecam inny kierunek! Czarnogórę! TO JEST KOSMOS! Będą Państwo zadowoleni.

Garda ma jednak zalety. Przede wszystkim macie tu zatrzęsienie wypożyczalni sprzętu rowerowego, gdzie nawet jeśli bliska Wam osoba nie jeździ na co dzień na rowerze, może się tym rowerem zarazić. Dostęp do rowerów elektrycznych jest tu bardziej powszechny niż gdziekolwiek. 🙂 Nie widzę przeszkód, żeby małż lub żona pogonili Was po tych górkach ze wspomaganiem! 🙂 Poza tym, nawet jeśli nie lubi i niczym jej do tego typu aktywności nie przekonacie, to tak czy siak zajęć znajdzie tu dla siebie od groma! Sporty wodne, plaże, szlaki piesze. Jestem w stanie zrozumieć, czemu jednak ruch turystyczny jest tu całkiem spory. 🙂 Tylko błagam… Nie dookoła Gardy… szkoda czasu i nerwów… 🙂