Trening  siłowy? Przecież to nie dla mnie... XD 1

To że w ogóle przejechałam trasę zeszłorocznego The Transcontinental Race to jakiś cud. Nie dość, że tak naprawdę to były moje pierwsze tak długie dystanse dzienne, to nie chcecie wiedzieć co czuły moje plecy…

Kiedy podjęłam decyzję o zmierzeniu się z tym wyścigiem jeszcze raz (chyba nie należę do najmądrzejszych osób na świecie i lubię się umartwiać 😉 ) jasnym dla mnie się stało, że bez plecków i brzuszka to nie da rady 😀

I zaczęło się… szukanie… bo ja tak naprawdę nienawidzę siłowni… Wszystko co kojarzy mi się z tymi miejscami to zło wcielone. 😀 Trening półtorej godziny dwa razy w tygodniu? O NIE!!!!! Próbowałam nie raz i… po pierwsze: to jest nudne… po drugie: nie mam czasu. Pracuję na okrągło. Jak nie pracuję, to jestem na rowerze, co żywo sprawia mi przyjemność, więc niby czemu miałabym rezygnować z jazdy na rowerze dla siłki… i tak dalej, i tak dalej… Naprawdę podziwiam ludzi, którzy tak dają radę… 😀

Przeglądam więc internety i szukam odpowiedniego zajęcia, po którym na plaży będę wyglądać jak Pamela Anderson w Bejłoczu, a na TCR pojadę 300 km dziennie i… wyskakuje mi jakieś dziwne coś… EMS… no dobra… ale jak to 28 minut? Że co?!

Trening  siłowy? Przecież to nie dla mnie... XD 2

Wiem, wiem… wszyscy dookoła wiedzą, co to jest, a ja byłam siłownianą ignorantką i kompletnie zielonym leszczem…. Przeczytałam więc (cytuję): „Trening EMS pobudza do pracy mięśnie poprzez ich elektrostymulację. Ten rodzaj treningu wyzwala 150 razy więcej skurczów mięśni niż trening konwencjonalny. Dzięki tej nowoczesnej, bezpiecznej technologii odchudzanie nie musi być okupione hektolitrami potu, a kształtowanie sylwetki jest bezbolesne i szybkie.” Hmmm… Brzmiało pięknie, ale jakoś mało wiarygodnie… Ale wiecie… 28 minut mnie przekonało… 28 minut to nie półtorej godziny, więc poszłam spróbować. 🙂

Prostuję więc od razu: bezbolesnym bym tego nie nazwała… Na pierwszym treningu trudno wyczuć impulsy i naprawdę trzeba być ostrożnym. Ja się przetrenowałam, nazajutrz nie byłam w stanie podnieść prawej ręki, która wyglądała jak balon… Zastanawiałam się co się dzieje i czy nie jechać na SOR. 😀 Zostałam jednak uspokojona i po dwóch dniach łapka zaczęła wracać do normalnego stanu… To już powinno Wam coś powiedzieć o sile tego treningu…

Co to jest ten EMS? Polega na wywołaniu skurczu mięśni za pomocą impulsów elektrycznych. Zastosowanie nowoczesnej technologii sprawia, że praca mięśnia wykonana podczas elektrostymulacji jest bardziej wydajna niż w warunkach naturalnych. Skraca to trening. Używany jest także w celach fizjoterapuetycznych na całym świecie (właśnie śledzę ten temat, bo jak wiecie jestem dożartą farmaceutką i lubię wiedzieć takie rzeczy, poza tym naprawdę sporo ludzi ma problemy z bólami pleców, a na jogę nie pójdą, bo to szataństwo jakieś 😉 )

Postanowiłam więc, że spróbuję przez miesiąc przekraczać próg Modelarni przez miesiąc dwa razy w tygodniu… W końcu to wykańczające 20 minut treningu, ale potem jest jeszcze czas na rower. 😀 Na początku było ciężko, jak po każdym treningu siłowym… jak jechałam przez Przegibek do pracy po tych zajęciach, to miałam nogi jak z waty, a wieczorem padałam na twarz i spałam już o 22:00… 😀 Mijają jednak 2 miesiące, a ja nadal się tam pojawiam… Dlaczego? Bo są wymierne efekty… Po 200 km na rowerze moje plecy żyją, nie opieram się tak mocno na kierownicy, co świadczy o wzmocnieniu pleców i brzuszka. 2000 metrów przewyższenia na 150 km nie robią na mnie już jakiegoś większego wrażenia, rano wstaję i plecki i rączki mam w normalnym stanie. Pierwszy raz w życiu mogę krzyknąć: Look Mum No Hands! i jeżdżę bez trzymanki 😀

Na treningu cały czas jestem pod trenerską opieką Kasi Wieczorek więc nie zrobie sobie krzywdy jak ostatnia sierota… (Generalnie jest tak, że ja tam bardzo dużo krzyczę i przeklinam, a Kasia dzielnie to znosi… 😀 ). Może i nadal nie wyglądam jak Pamelcia, ale żrem dalej orzeszki w posypce i ciastki, więc się nie dziwię. 😀 Skóra jednak zrobiła się się jakaś taka bardziej elastyczna, szczególnie na udach i brzuszku, a mój tyłek wygląda znacznie lepiej. 😀 Lato przybywaj! Zakładam strój bez obaw XD. I jeszcze raz powtórzę… to trwa 20 minut! 20 minut się ze mnie ciurkiem leje, pot spływa mi z twarzy, ale po 20 minutach opuszczam tą salę i tyle mnie siłka widziała. 😀 Czyli Ala jest szczęśliwa… 😀

Trening  siłowy? Przecież to nie dla mnie... XD 3
Po treningu… wyraz szczęścia na buzince… bo zaraz popędzę na rower. 😀

A teraz minusy… Czasem odczuwam ten trening mocniej i wtedy automatycznie Kasia zmniejsza mi impulsy. Zależy to od samopoczucia, hormonów i innych niezależnych od nas czynników, niemniej jednak to problem każdego siłowego ruchu, tu jednak z racji intensywności odczuwacie to mocniej… Trzeba też uważać i nie grać Chucka Norrisa… Łatwo przegiąć, więc naprawdę trzeba robić to z głową i niczego nie przyspieszać na siłę… 😀 Nie jest to także trening dla każdego. Tu zostawiam listę przeciwskazań i jako farmaceutka radzę ich nie lekceważyć. 😀 Bo misie drogie, jakby tego nie nazywać, kopią Was tam prądem. XD

Cena… hmmm… za możliwość nie użerania się z hantlami półtorej godziny zapłacę każdą cenę XD…. Tyle w temacie. 😀