Światowa premiera Diverge 1

Kiedy firma Specialized robi Ci niespodziankę i wysyła na super tajne testy nowego roweru dla prasy, to raczej nie odmawiasz, nie? Ja też 😀 

Zapakowałam więc manatki, wsiadłam do samolotu Lufthansy (polecam, mają vege kanapki 😉 ) i ruszyłam w drogę do słonecznej Hiszpanii, by w Gironie przez dwa dni poszaleć na nowym Diverge.

Wszyscy wiedzą, że generalnie bardzo lubię ten model, wkręcam w niego wszystkich znajomych z wielkim sukcesem. To na nim przejechałam swój pierwszy The Transcontinental Race, który wspominam po prostu wspaniale. Zero usterki ze strony tego sprzętu, zero przez całe 4000 km w naprawdę trudnych warunkach… Jedyne, co wymieniłam w tym rowerze po drodze to klocki hamulcowe. Dzięki amortyzacji nie ucierpiały także moje dłonie. Nie ma się więc co dziwić, że mam do Diverge sentyment. Tym bardziej ucieszyłam się, że to właśnie ja będę mogła go pierwsza obczaić. Czy ta miłość przetrwała? Zaraz się dowiecie.

Zacznijmy od początku. Diverge to model gravelowy. Co to oznacza? W tym przypadku zdecydowanie to, że nie musisz mieć 5 rowerów na każdą okazję. Na Diverge spokojnie pomkniesz gładko asfaltem, a jeśli trzeba poszalejecie razem na brukach i leśnych ścieżkach. Generalnie to najbardziej uniwersalny rower na jakim jeździłam i na szosie naprawdę nie jest wolny, co zawsze podkreślam (gravel zwykle kojarzy się nadal z czymś bardziej topornym, taki także posiadam – niemniej jednak różnica między nimi jest kolosalna). Wszystko zależy od opon, na które postawicie. Nowa wersja zdecydowanie lepiej radzi sobie w przysłowiowym terenie niż poprzednia.

Przejdźmy do konkretów. Co nas w tym roku czeka nowego…?  

Po pierwsze i według mnie najcudowniejsze, to fakt, że do wszystkich modeli od Comp Carbon wrzucono tu Future Shock 2.0. To dokładnie ten sam system sterowania przednim zawieszeniem, co w najnowszym Roubaix. Jak najprościej opisać ten system? Jeśli chcecie, to jednym ruchem dłoni przekręcacie pokrętło i rower jest z przodu usztywniony maksymalnie. Jeśli potrzebujecie większej pracy przodu (na szutrze, górskich szlakach, bruku) odkręcacie pokrętło i unikacie efektu pralki. Osobiście mocno doceniłam już ten system podczas The Transcontinental Race 2019 w Roubaix i uważam, że wrzucenie go do Diverge to pomysł wręcz doskonały. Na asfalcie, podjazdach rower jest sztywny, co odczuwalnie ułatwia podróż w górę. W trudniejszym terenie i przy dużym zmęczeniu zmniejszając jego sztywność można sobie bardzo pomóc. Na górskich szlakach i szutrach ręce nie cierpią, rower zyskuje elastyczność i wszystkie zęby pozostają nienaruszone na swoich miejscach.

W nowym Diverge zmieniono geometrię ramy, która waży poniżej 1 kg. Rower jest dłuższy  i pewniejszy przez zmianę kąta główki ramy. W praktyce przekłada się to na większy rozstaw kół zapewniający stabilność na wertepach. Kolejną zmianą w porównaniu do poprzedniego Diverge jest większy offset widelca, dzięki czemu rower daje Ci poczucie pewności nawet podczas jazdy przez nierówności z wysoką prędkością. Suport znajduje się o 6 mm wyżej niż w poprzedniej wersji co pozwoliło wyeliminować problem uderzania pedałem o podłoże podczas jazdy w terenie przy równoczesnym zachowaniu zalet wynikających z nisko położonego suportu. Chainstay został drastycznie skrócony, co przeniosło tylne koło bliżej rzutu środka ciężkości ridera. W efekcie pozwala to na bardziej dynamiczną jazdę i agresywne przyspieszanie. 

Pytanie, które często zadajecie… A jaka opona tu wejdzie? Odpowiedź na nie powinno zadowolić każdego. Mamy tu przestrzeni od groma, to wręcz szaleństwo jak na gravela. Prześwit na opony to aż 47 mm! Jak to zobaczyłam to coś mi w głębi serca powiedziało: Ala, już nie chcesz w góry Epica, chcesz Diverge. 😉 Cały dzień spędziłam w hiszpańskich górach na nowych oponach Rhombus 42 i powiem Wam, że takiej stabilności nawet na single trackach to dawno nie czułam (a marnie mi to zawsze szło :D). Najszersze opony jakie tu wsadzicie to 700x42c lub 650bx47c.

Jest też w nowym modelu mała rzecz, która cieszy. Cieszy wręcz niezmiernie. SWAT. Jest to po prostu schowek w ramie. Mieści się tam kurtka i narzędzia. Mieści się idealnie, choć obsługa tego na początku każdemu chyba nastręczała jakieś trudności. Po dwóch dniach jazdy przyzwyczaiłam się tak do tego, że nic nie mam z tyłu na plecach i dyndającego pod siodełkiem, że hej. Fajna sprawa.

Modeli tego diabelstwa jest od groma. Łącznie z wersją z prostą kierą (coś dla mojej siostry;)). Model S-works ma nawet regulowaną sztycę!

No i rzecz najpiękniejsza. Rama przystosowana jest pod bagażniki! 🙂 Także: Ahoy przygodo! To rower, którym pojadę na Alaskę!

No dobra. Już go opisałam troszkę, zdjęć się naoglądaliście, czas na… WRAŻENIA Z JAZDY. Pierwszy dzień spędziłam na oponach Pathfinder, które są mi dobrze znane i zachowują się fajnie zarówno na asfalcie, jak i podczas jazdy off-road. Trasa także podzielona była pół na pół. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to fakt, że czuję się na nim bardzo stabilnie i nie boję się jechać szybko po zajechaniu z asfaltu. Rower też fajnie zachowuje się w zakrętach. Śmieję się do tej pory, że to było moje najszybsze 60 km gravelem w życiu. Natomiast ten pierwszy dzień to była taka po prostu klasyka.

Największe wrażenie ten rower zrobił na mnie w dzień drugi testów. Dostałam go na nowych oponach Rhombus 42 i trasa była zdecydowanie trudniejsza i bardziej agresywna. I tu działy się cuda. Toż to rower z barankiem przecież, a sierota Ala zjechała na tym nawet single track z kamolcami wielkości jej głowy… Nie wierzyłam w to, co robię. 😀 Okazało się, że każdy może. 😀 To był dokładnie ten moment, kiedy zakochałam się w tym rowerze. Znalazłam w nim idealnego kompana do ucieczki od zgiełku. Tnie po wszystkim jak złoto. Czułam się na nim bardzo stabilnie. Dla większości osób jazda gravelem w górach nie jest niczym trudnym i pewnie fakt, że cisnęłam na nim 45 km/h w dół po kamienistej drodze nie zrobi na nich wrażenia. Dla mnie to było jednak spore osiągnięcie i tak to zostawmy. 😉 Daje nam to jednak jasne i klarowne przesłanie. Każdy może pocisnąć ponad miarę swoich możliwości jeśli dostanie do ręki odpowiedni sprzęt. Umiejętności umiejętnościami, waty watami, ale dobry sprzęt to podstawa i może bardzo pomóc w ich nabywaniu.

Pod spodem wrzucam linka, gdzie znajdziecie rodzaje i specyfikacje poszczególnych modeli. Co mają, czego nie. Jeśli macie jakieś pytania to śmiało można do mnie uderzać!
https://bit.ly/diverge-escape

P.S. Przy okazji pojeździłam sobie i piłam winko z Alison Tetrick. 😀 Naprawdę powiadam Wam, chciałabym być taka szybka jak to dziewczę! Generalnie poznałam masę genialnych ludzi, z którymi fantastycznie sobie pojeździłam na rowerku i chyba o to w życiu chodzi 😀 Szerokości wszystkim!

Światowa premiera Diverge 9