Specialized Roubaix Expert - jak się porywać na pierwszy test roweru w życiu to lepiej od razu grubo! 1

Teraz już mogę śmiało zająć się testami sprzętu, bo mam co porównywać. 🙂 Jeżdżę gdzie mogę, na czym mogę i jestem gadżeciarą. Jestem babą i te testy będą babskie. Będę się zachwycać rzeczami, które pewnie ekspertów już nie dziwią i jechać po tych, którymi inni się zachwycają. Postaram się nie czytać wcześniej niczego, co o danym sprzęcie napisano, więc będę maksymalnie subiektywna. 😀

Dlaczego na pierwszy ogień idzie Roubaix? Po pierwsze: jeżdżę na nim ostatnio całkiem sporo (co jest zrozumiałe raczej, ale nie oznacza, że testować innych mi nie wolno – jestem ambasadorką, a nie niewolnikiem za co sobie cenię tę współpracę), po drugie: zaraz startuje Paris-Roubaix i wybaczcie ale… kocham Petera Sagana (jak połowa bab, które kojarzą tego pana), a on zapewne na tym tam wyskoczy ;), po trzecie: ten rower co najmniej 6 razy wygrał „Piekło Północy”… Nie jest więc dziwnym, że właśnie ten rower wybrałam po wielu bojach na swoje tegoroczne eskapady. Jestem zwierzęciem niepokornym, więc najpierw zrobiłam parę razy wtopę, by w końcu wybrać rower dla siebie idealny.

Nie jest to jednak rower dla każdego. Jeśli chcesz jeździć z Jankiem Grzempą (średnia prędkość w grupie mnie osobiście przeraża 😀 ) to nie jest to rower dla Ciebie. Jeśli chcesz się ścigać w kryteriach, także nie jest to rower dla Ciebie. Jeśli jednak szukasz czegoś na czym wytrzymasz cały dzień, lubisz robić długie dystanse, nie zawsze po równym asfalcie, zwyczajnie kochasz kilometry i wypuszczasz się z domu na cały weekend z podsiodłówką, to jest to rower dla Ciebie perfekcyjny.

Specialized Roubaix Expert - jak się porywać na pierwszy test roweru w życiu to lepiej od razu grubo! 2
Takie cudo. Tu brokatu nie widać. Ale w słońcu…. jest szał!

A teraz co to ma… Ma wiele, bo Specialized w tym sezonie w wersjach expert swoich rowerów poszalał. Na oficjalnej stronie możemy przeczytać: „Roubaix jest sobą w dużym stopniu dzięki designowi Rider-First Engineered™, który zapewnia tę samą legendarną płynność i reaktywność w każdym rozmiarze ramy. Rama została zbudowana z lekkiego, najwyższej jakości karbonu FACT 10r, dającego sztywność przy zachowaniu niskiej masy, a w połączeniu z całkowicie nowym, zintegrowanym z kokpitem „zawieszeniem” Future Shock jest gwarancją komfortu i pełnej kontroli.” Nosz nic z tego nie zrozumiałam. 😀 Nie mam pojęcia o reaktywnościach i płynnościach, ale wiem jedno: zawieszenie Future Shock uratowało mi ręce na The Transcontinental Race. Jako jedna z nielicznych osób po zakończeniu tego wyścigu nie miałam dużego problemu z zapaleniem nerwu łokciowego. Uwierzcie mi, to nic przyjemnego, gdy po 1000 km nie możesz ruszyć palcami u rąk, a chcesz zmienić przerzutkę, albo zahamować… Więc jestem na tak, zdania nie zmienię, wcześniej testowałam inne rzeczy i cierpiałam niemiłosiernie. Dostajecie do tego dodatkowo 3 sprężyny i dopasowujecie zawieszenie pod swoją wagę. Dla mnie bajka, rower jest lekki, a jednocześnie jak wpadam w dziurę, to mi zębów nie wybija. Generalnie na tym to polega…

Na zjazdach zachowuje się stabilnie, ale jeśli szukasz roweru do bicia rekordów prędkości zjazdu, to raczej wybierz coś innego. 😉 Wjazdy to radocha, wjedziecie na tym wszędzie. Podejrzewam, że nawet Mangart Sedlo ze swoimi dziurskami może na tym sprawić przyjemność, Biały Krzyż od strony Szczyrku sprawdzony (a tam po zimie to kratery prawie jak księżycu. 😉

O hamulcach tarczowych rozpisywać się nie będę, to teraz zaczyna być standard. Przy karbonowych kołach to już w ogóle jest bajka i tyle. Długich dystansów raczej z innymi hamulcami się już raczej nie wykonuje, co pięknie można zaobserwować po paradzie rowerów przed dużym wyścigiem długodystansowym. Tutaj są to: Shimano Ultegra hydraulic disc z systemem chłodzenia. Czyli jak ktoś lubi hamować, bo się boi beboków w nocy może spokojnie sobie hamować. Wymiana klocków jest prosta w razie czego, nauczyłam się to nawet bez wujka google robić…

Specialized Roubaix Expert - jak się porywać na pierwszy test roweru w życiu to lepiej od razu grubo! 3
Żar o świcie – romantico…

Nowością dla mnie była zaś grupa Shimano Ultegra Di2… Tu toczą się internetowe boje i dyskusje, jak kiedyś przy wprowadzaniu opon 29 cali w rowerach MTB. 😀 Ja jestem na tak, mimo, że pierwsze podejście skończyło się niemal upadkiem – zwyczajnie zapomniałam, że to mam, chciałam mocno przycinąć manetkę i… straciłam równowagę. 😀 No wstyd był w Warszawie, oj był. 😀 Ale ja się tam zawsze wywalam w miejscach publicznych. 😀 Na długich dystansach ten system to jednak bajka, bo bardzo mocno odciąża ręce i daje możliwość zmiany przerzutki w mniej oczekiwanych momentach, jak na przykład jazda pod górę. I tu ostrzegam, nic nie jest idealne i tak samo, jak przy systemie klasycznym trzeba o niego dbać i zmieniać przerzutki z głową. Co do ładowania, to problemu nie widzę żadnego. Producent podaje, ze bateria wystarcza na 2000 km. Sprawdziłam, to prawda; a ja to lubie sobie poklikać w te manetki. 😉 System ten jedzie ze mną więc na TCRNo7 jak nic – po tym wyścigu dam znać jak często musiałam ładować akumulatory przy takiej ilości kilometrów i przewyższeń.

Koła to Roval C38 Disc. Lekkie, karbonowe. Tyle. 😀 Nie znam się na kołach, zawsze w tej kwestii ufam specialistom i nie będę się na razie nad nimi rowodzić. Wybaczcie. 😀

Sztyca w tym rowerze to rzecz, nad którą warto się pochylić. Co prawda w testach wypada zdecydowanie gorzej niż super wynalazek piórowy Canyona (nie mogę porównać, bo nie miałam przyjemności testować, ale mam w planach, więc się do tego odniosę później). W moim przypadku sztyca absorbcyjna S-Works CG-R sprawdza się fajnie i w połączeniu z siodełkiem Power Mimic osiągam efekt „pusi na podusi” przy długich dystansach, co że tak powiem sprawia, że na zarówno na rowerze, jak i po jeździe jestem w pełni szczęśliwa i mogę uprawiać inne aktywności wymagające użycia tej części ciała 😉

Reszta komponentów to sprawdzone historie, więc kogo to obchodzi. 😉 Shimano, shimano, shimano… 😀

Cena… No cóż… 😉 Dla tych, których stać i rower jest pasją. Ja na rower wydam ostatnie pieniądze i więcej niż na samochód 😀

Podsumowanie? To rower stworzony dokładnie w tym celu, jaki producent podaje na stronie. Do komfortowego pokonywania długich dystansów po różnej nawierzchni i według mnie sprawdza się w tym bardzo dobrze. W Polsce rzadziej wybierana opcja, a szkoda. Wszyscy chcemy być Saganami i kupujemy rowery do ścigania, na których trudno normalnemu człowiekowi wytrzymać i po 200 km bolą nas ręce, plecy i inne takie 🙂 A na pierwszą szosę ja właśnie poleciłabym raczej gravela (boom jak diabli, ceny graveli poszybowały w górę, że hej – w zeszłym tygodniu przeglądałam pod tym kątem internety) lub właśnie szosę długodystansową, które są po prostu bardziej komfortowe… To rowery do uprawiania kolarstwa romantycznego i tyle, a ja takie kocham najbardziej na świecie. 😀

P.S. Ważna sprawa! Mój jest czarny BROKATOWY! Brokat to słowo klucz i stylistyczny hit tego roku! W słońcu wygląda osom! I ma schowek na dętke i narzędzia! Osom x 2 – nie muszę wozić po kieszeniach i wszystko w jednym miejscu – pierdoła, a cieszy!