Słaba dziewczyna na starcie TCRNo6. Czyli o tym jak to się stało... ;) 1

Jak to się stało?

Sama nie wiem… Pamiętam tylko swoją pierwszą rozmowę z Emilem (startował w TCRNo5) po jego powrocie z trasy tego wyścigu, kiedy pomyślałam sobie, że start w czymś takim musi być niesamowitą przygodą… i tak jakoś potem wyszło… Brak zbędnego myślenia i wsparcie Pana Męża, który uważa, że jak baba chce, to może wszystko, czasem dobrze robi… 😉

Długo więc się nie zastanawiałam. Postanowiłam wystartować. Jak ja sobie coś wbiję do głowy, to trudno mnie od tego oderwać. Byłam także po lekturze książki Juliany Buhring („Droga, którą jadę”), gdzie opisała jak bez niemal żadnego doświadczenia (jeździła na rowerze w trampkach 😉 ), postanowiła objechać cały świat bijąc rekord Guinessa… Jak już wiecie, rekord ten pobiła. Stwierdziłam wtedy, że brak doświadczenia nie stanie mi na przeszkodzie, by przejechać trasę szóstej edycji The Transcontinental Race – czyli największego alleycata na świecie.

Słaba dziewczyna na starcie TCRNo6. Czyli o tym jak to się stało... ;) 2

Już na wstępie, po ogłoszeniu listy startowej, mogłam przeczytać o sobie mało motywujące komentarze w stylu: „po co ona się tam pcha, głupia? Przecież brak jej doświadczenia, nigdy nie próbowała przejechać nawet jednej trzeciej takiej trasy…” No cóż… Miłe to nie było. Co dziwne dla mnie, tak zareagowali ludzie na części forów internetowych tylko w Polsce 😉 To ile wsparcia dostałam od ludzi z całego świata po publikacji nazwisk zawodników sprawiło jednak, że przestałam się przejmować i zaczęłam robić swoje. Musicie też zdać sobie sprawę z tego, żę TCR to wyścig mocno pro kobiecy. Już podczas rejestracji widać jak bardzo. Napiszę Wam o tym w następnym wpisie 🙂

Po kilku miesiącach stanęłam na starcie w Geraardsbergen. Teraz wiem, że byłam słabo przygotowana. Ale uwierzcie mi. Na coś takiego nie można być całkowicie przygotowanym 😉 Można być świetnie przygotowanym fizycznie i sprzętowo, ale 70 % sukcesu to Wasza psychika. Jeśli głowa pozwoli Wam jechać, to przejedziecie każdą trasę. 🙂 Od początku moim założeniem było „tylko” przejechanie tej drogi. To była MOJA droga… Jako słabej, niewytrenowanej dziewczynie udało mi się ją przejechać i zmobilizowała mnie ona do dalszego przesuwania swoich granic… Czapeczka kolarska z tego wyścigu to mój najcenniejszy skarb. Noszę ją teraz z dumą, a numer 53 już na zawsze będzie dla mnie jednym z najważniejszych w życiu.

W tym roku postanowiłam zmierzyć się z tą drogą jeszcze raz, ale tym razem chcę skopać jej tyłek! Trenuję od paru miesięcy, mam doświadczenie, wiem mniej więcej czego mogę się spodziewać, więc jest szansa, że w trakcie tegorocznej edycji TCR będę mniej płakać. 😉 Pewnie darmowych bananów na starcie znów nie zabraknie 😉

Słaba dziewczyna na starcie TCRNo6. Czyli o tym jak to się stało... ;) 3

I to tym będzie ta część tego blogowego tworu… O przygotowaniach do uznanego za najtrudniejszy wyścig self-support na świecie TCRNo7 słabej dziewczyny z Polski, która ubzdurała sobie w zeszłym roku, że cały glob należy do niej… i nic, absolutnie nic i nikt nie będzie tej dziewczyny ograniczał…

Aha! I na starcie poznałam moją idolkę! Juliana Buhring była jedną z organizatorek poprzedniej edycji TCR. 😀

Słaba dziewczyna na starcie TCRNo6. Czyli o tym jak to się stało... ;) 4