Czy jej się uda...? 1

Hmmm… Znów to robię. Siedzę w samolocie do Bourgas i szczerze się zastanawiam po co. 😉 

Przede mną niemal 4000 km na rowerze, 43 000 m przewyższenia… w limicie 17 dni. No kto normalny decyduje się na takie historie?!

Czy tym razem mi się uda? Czy dojadę w upragnione 2 tygodnie?

Czas pokaże… Już w sobotę stanę po raz drugi na starcie jednego z najtrudniejszych wyścigów kolarskich na świecie – The Transcontinental Race.

W tym roku trasa przebiega przez cały niemal kontynent. Start jest w Bourgas w Bułgarii nad Morzem Czarnym, meta w Brest we Francji. Punkty kontrolne umiejscowione są oczywiście w wysokich górach, nie może być inaczej… 😉 W tym roku organizatorzy nie poskąpili nam odcinków gravelowych, więc zapewne będzie emocjonująco…

Na pewno jestem lepiej przygotowana. Mój set to już nie jest set żółtodzióbka, a ciało jest lepiej przygotowane. O głowę się nie martwię, jak dała radę w zeszłym roku, to w tym też da. Znów będę płakać i drzeć się po drodze w niebogłosy, ale nie przestanę jechać. I te psy… hmmm… Trzymajcie proszę kciuki za moje zdrówko, jak nic mi nie wysiądzie to dam radę… Chyba, że zwyczajnie stwierdzę, że mi się nie podoba i mi się nie chce – tak też może być, a ostatnią rzeczą, na którą mam chęć ostatnio, to zmuszanie się do czegokolwiek – to chyba cecha dojrzałego wieku, czy coś… 😀

Co się zmieniło w porównaniu do zeszłego roku?

Po pierwsze rower. Mój aktualny rower to jest doskonała maszyna do pokonywania długich dystansów – to nowy model Specialized Roubaix na 2020 rok. Jest turbo aero, ale wygodnie. To dużo szybsza wersja Roubaix, dodatkowo z możliwością ręcznej regulacji Future Shock (to taka amortyzacja w główce ramy, która sprawia, że na długich dystansach i nierównościach mniej cierpią ręce). W tym modelu istnieje możliwość całkowitej blokady i przesztywnienia roweru. Działa… I to bardzo dobrze działa. Do tego siodełko Power Mimic i na wszelki wypadek zapas plastrów Granuflex Extra Thin na tyłek. 😉

W tym roku znów jedzie ze mną dynamo w piaście marki SON. Jest doskonałe i tyle. W zeszłym roku nie zawiodło mnie ani razu. Byłam całkowicie samowystarczalna prądowo. ładowałam lampę, nawigację, telefon… 😉

Czy jej się uda...? 2

W tym roku popełniam także drobne ryzyko. Nie biorę LeMondki… Dlaczego? Dlatego, że w zeszłym roku niemal z niej nie skorzystałam (Nie bardzo wiem, po co to komu w górach 😉 ). Był to dla mnie dodatkowy bagaż. Czy to słuszna decyzja? Już niebawem się okaże… 🙂 Zeszły rok jednak pokazał, ze LeMondka Cię szybszym nie czyni 😉 Karolina Maciejewska jechała bez i dojechała do mety jako druga dziewczyna. 🙂 Także w tej kwestii postanowiłam sobie w końcu zaufać…

Z rzeczy do spania zabieram najlżejszy hamak i podpinkę od Lesovika oraz śpiwór od Pajaka. Tyle… Warto wspomnieć, że Rafał obdarował mnie naprawdę najlżejszym hamakiem, jaki trzymałam kiedykolwiek w dłoniach. Do przebrania i wietrzenia tyłka zabieram sukienkę (faceci nam tutaj lekko zazdroszczą tej możliwości 😉 – zajmuje mało miejsca i jest to wygodny ubiór jak diabli 😉 ).

Zapasowe spodenki i koszulka kolarska, 3 pary skarpet, (w tym jedne ciepłe i wodoodporne), kurtka przeciwdeszczowa i to by było na tyle, jeśli chodzi o ciuszki 🙂 Na dwa tygodnie wystarczy 🙂 Pod tym względem zeszły rok nauczył mnie szybko minimalizmu. 😉

Z ważnych rzeczy: ładowarka do DI2, dwie dętki, multitool, skuwki do łańcucha oraz klocki hamulcowe. To musi serwisowo wystarczyć.

Na kokpicie mam Wahoo z wgranymi trasami, dwie lampy (w tym jedna z możliwością ładowania urządzeń elektronicznych) oraz Kupojednorożca pełniącego rolę dzwonka. 😀 Tyle, więcej nie trzeba. W tym roku telefon chowam głęboko do kieszeni, żeby mnie nie rozpraszał 😀

Czy jej się uda...? 3
Kupojednorożec rusza w koleją przygodę!

Apteczka to wspomniane już plastry Granuflex (tzw. druga skóra – na tyłek), DIKY – 4% diklofenak w sprayu (przez pierwsze parę dni będę smarować nim całe nogi zapewne), odkażacz ran oraz krem na tyłek (tu polecam Assos – daje radę).

Kosmetyczkę stanowią zaś szczoteczka i pasta do zębów, krem z filtrem, turbo mały ręcznik oraz chusteczki do mycia w tabletkach (polecam – zajmują ultra mało miejsca)… Tyle…

Z rzeczy ważnych: żele energetyczne z kofeiną i białko w tabletkach. Nie dam się słabości po codziennym Banana Split. 😉

Generalnie cały mój set waży 12,5 kg. Zasada jest prosta: im mniej weźmiesz, tym łatwiej Ci się pojedzie. Co ma być to będzie. 🙂

Na mapie zaznaczone hotele, potencjalne serwisy i inne przydatne rzeczy. Trasa zrobiona… Czy dobrze? Nie wiem 🙂 To dla mnie najtrudniejsza część tego wyścigu. Mam w tym mało doświadczenia i nie lubię ślęczenia przy komputerze. 🙂 Trzeba wierzyć, że będzie dobrze 😀

Od stycznia regularnie też odwiedzałam siłownię. 😉 Kasia z 28 Minut ciężko nade mną pracowała. 😉

Oooo… dolatujemy do Bourgas… 😀 Teraz czas na dwa dni totalnej laby i plażowania… 😀